1.Przestrzeń

Pozbyłam się większości niepotrzebnych rzeczy. Oczyściłam garderobę – staram się w niej mieć tylko te ubrania, które lubię, w których dobrze wyglądam i w których chodzę 🙂 Z całą reszta się pożegnałam.

Uwolniłam powierzchnie mebli i parapetów z dodatkowych świeczek, ramek, pudełeczek, kosmetyków, bibelotów.

2. Pieniądze

Na moje oko dużo pieniędzy.

Przestałam kupować przypadkowe przedmioty. Nie przyciągają mnie garnuszki, gadżety, kosmetyki i inne. Jak wchodzę do sklepu to idę do określonych pólek po przedmioty których potrzebuję. Dzięki temu zazwyczaj wychodzę względnie z tym co miałam w planach kupić. Kiedyś notorycznie zdarzało mi się kupować dziwne przedmioty, które znalazłam w koszach przy kasach tam gdzie jest wszystko i nic.

Rezygnacji z tych przypadkowych rzeczy zawdzięczam to, że „mam więcej miesiąca do końca wypłaty” 😉

3. Wolność

Wolność od poczucia, że czegoś potrzebuje i że TYM razem TA rzecz sprawi, że w końcu stanę się kimś innym. Że osiągnę tą idealną wersję siebie. Pozbyłam się jednego złudzenia – rzeczy nie sprawią, że będę innym/lepszym/piękniejszym człowiekiem. Jak kupię ta nową parę butów to poziom szczęścia w moim życiu się nie podniesie. Jedyne co mogę zyskać to: uszczuplenie stanu konta, chwilowy zastrzyk szczęścia, a po paru dniach poczucie winy. Bo to już 4 para. znowu wydałam 400 zł na ubrania. Miałam oszczędzać!

4. Czas i energię

Dopiero, gdy przestanie się kierować swoją energię w kierunku rzeczy można zauważyć, że myślenie nad rzeczami ich szukanie i kupowanie pochłania ogromną ilość czasu.

Gdy na początku swojej drogi z minimalizmem poznawałam historie innych osób oraz to co oni osiągnęli dzięki niemu trudno było mi wyobrazić sobie, że zyskam czas. A jednak 🙂

Pamiętam, jak zdarzało mi się zaraz po świętach Bożego Narodzenia, lecieć do galerii handlowej, żeby wydać pieniądze które dostałam. Kupowałam ubrania, kosmetyki, akcesoria. Zawsze bardzo długo planowałam co za te pieniądze kupię no i żałowałam tego na co pieniędzy mi nie starczy.

Cały dzień spędzałam w galerii przymierzając rzeczy z wyprzedaży. Chciałam osiągnąć pewien poziom atrakcyjności. Miałam nadzieje, że dzięki nowym rzeczom mi się to uda. Często próbowałam innych podkładów licząc, że jakimś cudem moja skóra nabierze większej gładkości (czyt. nieskazitelna gładkość (co przy ponad 10 letniej walce z trądzikiem było trudne;)). W efekcie zamiast czasu z rodziną fundowałam sobie pogoń za ideałem.

 5. Wdzięczność

Ciesze się, gdy przedmiot mi służy, dobrze się trzyma i prezentuje.

Nie zawsze było mnie stać na takie rzeczy: wygodne skórzane buty, fajna torebka, dobre gatunkowo jeansy. A gdy tylko zaczęło chciałam więcej i więcej. Nowe i inne. Często myślałam: fajne to! fajne tamto! Rozpoczynałam rytuał skontrolowania, chodzenia po galeriach, szukania ideału.

Dzięki minimalizmowi jestem wdzięczna za rzeczy które mam.

Czasem z przekory, gdy nachodzi mnie myśl – ale ta laska ma piękne buty – chciałabym. Patrze na swoje dwuletnie „najki” uśmiecham się do siebie i myślę „fajnie, że jesteście!” ;).

6. Spokój

Kiedyś zawsze się martwiłam o to, że będę MUSIAŁA dużo zarabiać. W końcu nikt za mnie nie załatwi „hajsu”na ten wymarzony samochód, nowoczesne mieszkanie w centrum miasta. Czułam presję. Myślałam, że osiągnięcie konkretnego (wysokiego) poziomu jakości życia jest warunkiem koniecznym, aby być szczęśliwym.

Po kilku latach z minimalizmem dałam sobie przyzwolenie na to, że nic nie musi być na określonym poziomie. Że to nie jest przymus. Że jeśli zechcę kupić sobie mieszkanie o takie a nie innej wartości to oczywiście. Ale nigdy nie będzie to bezmyślna pogoń za statusem.

Dzięki temu stałam się otwarta na inne zawody i ścieżki kariery, gdzie potencjalnie zarobki mogą być mniejsze. O ile bezpieczeństwo finansowe jest dla mnie bardzo ważne o tyle nie przedkładam pieniędzy ponad swoją potrzebę realizacji w fajnym miejscu pracy/zawodzie.

lhtqjazuprq-breather.jpg